- Czego chcesz?- zapytała z wyrzutem kierując się razem ze swoim gościem do salonu.
- Nie udawaj, że nie wiesz.- zmierzył wzrokiem pokój gościnny. Na stoliku stało stało kilka pustych butelek po różnorakich alkoholach i szklanka.- Widzę, że dobrze się wczoraj bawiłaś.- rozsiadł się na kanapie- zrobiłaś to przed wypadkiem?
- Zwariowałeś?! A poza tym Malwina by ze mną nie pojechała gdybym była pijana.
- Jesteś do tego zdolna. Nie oszukujmy się, przecież nie stronisz od alkoholu.
- Przyszedłeś tu tylko po to, żeby mi wypominać, że nie radę sobie z problemami?!
- Nie chciałem ci tylko uświadomić, że będą zeznawał w sądzie przeciwko tobie. Nie myśl sobie, że zostawię tak tą sprawę i tak wszyscy wiedzą, że to ty prowadziłaś i to ty spowodowałaś wypadek. Zniszczę cię w sądzie!
- Zależy ci tylko na tym, żeby się zemścić?! Wiem, że ja powinnam zginąć zamiast niej, ale twoje groźby życia jej nie wrócą.
- Chciałem cię tylko poinformować.- wstał- zobaczymy się w sądzie- poszedł do wyjścia. Alicja usiadła na podłodze i zaczęła płakać. Tak bardzo pragnęła, żeby ktoś teraz był nią. Ktoś kto mógłby ją przytulić, pocieszyć, ale niestety musiała nauczyć się żyć w samotności. Spojrzała na swoje ręce. Wszędzie blizny. To wszystko od żyletki. Nie rozstawały się ze sobą. Teraz także miała ją przy sobie. Wzięła do ręki swoją "przyjaciółkę". Przyłożyła do nadgarstka i kilkakrotnie przejechała po nim. Nie robiła tego żeby się zabić. Nigdy nie przyszło jej to do głowy. Chciała tylko sobie ulżyć. Czasem sięgała po alkohol, a czasem po nią. Krew skapywała ciurkiem z jej ręki plamiąc przy tym podłogę, ale to było bez znaczenia. Chciała tylko zapomnieć o tych wszystkich problemach.
Po porannej wizycie Tomka Alicja chciała trochę odreagować. Najchętniej pewnie spotkałaby się z przyjaciółmi... tyle że ich nie ma. Nie ma nikogo. Jest sama, ale radzi sobie jakoś. Do wszystkiego można się przyzwyczaić. Do samotności też. Nie mogła usiedzieć w domu. Ubrała więc bluzę i trampki, zabrała słuchawki, po czym wyszła. Założyła na uszy słuchawki, narzuciła też kaptur. Włożyła ręce do kieszeni i poszła przed siebie. W jej uszach rozbrzmiewała smutna dołująca muzyka. Nie zważała na to to gdzie idzie. Byle przed siebie. Byle dalej od ludzi...
~ * ~
Poszła do parku. To chyba jedyny park w mieście, do którego nie ciągnie ludzi. Pełno samobójców, psychopatów i tych, którzy po prostu nienawidzą siebie i swojego życia. Usiadła na ławce. Podkuliła nogi i zwinęła się w kłębek. W normalnym miejscu pewnie wyglądałaby dziwnie, ale nie tutaj. Tu wszyscy widzą świat w czarnych kolorach. Nagle na ławce naprzeciwko Alicji usiadła młoda dziewczyna. Nie pasowała do tego miejsca. Była uśmiechnięta, widać, że cieszy ją życie. Długo przyglądała się Alicji, aż wreszcie zagadała.
- Coś się stało?- zapytała podchodząc bliżej.
- Wszystko jest w jak najlepszym porządku.- odrzekła oschle, prostując nogi.
- Ale czemu płaczesz?- nie dawała za wygraną.
- A ty czemu się uśmiechasz?- brunetka spojrzała na ręce Alicji.
- Nie rób tego więcej.- powiedziała,a w jej oczach pojawiła się litość.
- Kuźwa dziewczyno kim ty jesteś?! Dobrą wróżką?! Przestań mnie pouczać! Moje życie i tak nie ma sensu, więc co to za różnica czy, się tnę, czy nie?! Zajmij się swoim życiem!
- Przepraszam, nie wiedziałam.- obie zamilkły- mogę cię o coś zapytać?
- Nie, nie mam za sobą prób samobójczych!
- Nie o to mi chodziło. Chciałam się tylko dowiedzieć co to za miejsce.
- Cmentarz ludzkich nadziei, granica życia i śmierci, królestwo myślicieli, nazwij sobie to jak chcesz, ale na pewno to nie jest miejsce dla ciebie.
- Czemu.
- Bo jesteś szczęśliwa. Po co tu w ogóle przyszłaś?
- Myślałam, że to zwykły park. Jestem tu pierwszy raz.
- Tak myślałam. Nie pasujesz do nas. Tutaj każdy ma jakieś problemy albo najzwyczajniej w świecie jest nienormalny.
- Czemu?
- No spójrz na tego chłopaka- wskazała faceta siedzącego kilka ławek dalej- to ćpun.
- Skąd wiesz?
- Nie pierwszy raz tu przychodzę.
- Nie boisz się?
- Czego? Przecież ja jestem taka sama.
- Nie znam cię, ale wydajesz się być zupełnie inna niż ci wszyscy ludzie tutaj.
- Pozory mylą.- szatynka wymusiła z siebie lekki uśmiech.
- A nie przedstawiłam ci się. Jestem Magda.- wyciągnęła ku niej rękę promiennie się uśmiechając.
- Alicja.
- Skoro już trochę się znamy to mogę wiedzieć co się stało?
- Nic takiego. Całe moje życie jest do dupy.
- Chłopak?
- Nie, nie to zupełnie coś innego, ale wolałabym o tym nie rozmawiać.
- Jak tam uważasz. Ale słuchaj po weekendzie jadę do Zakopanego może przejechałabyś się ze mną?
- Czy ja wiem.
- Odstresujesz się troszeczkę, poznasz moich kolegów. Słuchaj mega przystojni. Znaczy niektórzy, ale co najważniejsze wolni!
- Zastanowię się.
- Masz tu mój numer. Jak się zdecydujesz to daj znać.- Alicja wzięła do ręki karteczkę z numerem. Oglądnęła ją z obu stron, po czym schowała do kieszeni.- Chodźmy stąd. To zbyt dołujące miejsce.- zaproponowała Magda.
- Jak tam chcesz.- obie panie wstały i kamienistą ścieżką udały się do bramy prowadzącej do wyjścia.
GE-NIAL-NE ! <3 Biedna Ala :cc
OdpowiedzUsuńTomek - omg, co to za wredna szuja ...... grrr ;d czuję, że się nie polubimy xd
ten park szalenie mi się podoba! taki... wyjątkowy. z niecierpliwością czekam na następny <3