~*~
Pewnie gdyby nie to, że dzisiaj miał się obyć pogrzeb Malwiny, Alicja pewnie w ogóle nie wyszłaby z domu. Tego dnia również nie zjadła śniadania. Równie, bo od paru dni dni naprawdę niewiele jadła. Potem poszła do sypialni żeby się przebrać. Nie było jej dane zrobić tego w spokoju, gdyż po chwili rozległ się jej telefon. To Magda.
- Halo?- zapytała ponurym głosem Alicja, dla której kontakt z ludźmi nie były ostatnimi czasy przyjemnością.
- No cześć! Tu Magda.- po drugiej stronie odezwał się o wiele radośniejszy głos.- zdecydowałaś się, ej a może wyskoczymy gdzieś? Taka ładna pogoda dzisiaj!- dziewczyna nawijała, a Alicja już powoli przestawała jej słuchać- ej, Ala? Jesteś tam?!
- Jestem, jestem.- odpowiedziała próbując nie dać poznać w swoim głosem braku zainteresowania.
- To co przejdziemy się gdzieś?
- Dzisiaj chyba nie.
- Czemu? Nie możesz całe życie siedzieć sama w domu!- dopiero te słowa do niej dotarły. No właśnie sama. Przecież i tak nie ma nikogo, więc co to za różnica czy będzie sama siedzieć w domu, czy włuczyć się po mieście.
- Nie mam nastroju, a poza tym o 13 mam pogrzeb i jakoś tak muszę się nastawić psychicznie.
- Jaki pogrzeb, coś się stało?!
- Moja przyjaciółka zmarła 2 dni temu, ale nie przejmuj się.
- O matko, nie wiedziałam, takim razie może ja wpadnę do ciebie i pogadamy. Co ty na to?
- Jak chcesz.
- Podaj mi adres. Muszę jakoś trafić.
- Aha no tak zapomniałam. Osiedle Pogrzebanej Nadziei...
- A na serio?
- Dobra. Ulica Pogodna 69. Niedaleko tego parku.
- Uhuhu 69. Dobra za chwilę będę.- odrzekła brunetka, po czym rozłączyła się. Każda normalna dziewczyna zaczęłaby się teraz martwić, że ma w domu bałagan, każda, ale nie Alicja. Ona miała na to wszystko wy****ne. Nie obchodził ją stan jej domu. Nikt tu nie przychodził, więc nie robiło jej to różnicy.
~*~
Magda obiecała, a raczej zdecydowała pomimo oporów Alicji, że pójdzie z nią na ten pogrzeb. Dziewczyny przebrały się w eleganckie, czarne sukienki, zrobiły odpowiedni makijaż i fryzurę. Alicja spakowała do torebki kilka paczek chusteczek higienicznych. Była pewna, że rozklei się na cmentarzu, ale już teraz z trudem powstrzymywała płacz.
Po kilku minutach obie panie były już przy cmentarnej kaplicy, w której odbywały się pogrzeby. Weszły do kościoła i usiadły w tylnich ławkach. Alicja nie chciała zakłócać rodzinie Olszańskich tej smutnej ceremonii, ale gdyby się na niej nie pojawiła, sumienie nie dałoby jej do końca życia spokoju, a jej opinia rodziców Malwiny uległaby jeszcze większemu pogorszeniu.
Kiedy ksiądz zaczął głosić kazanie, z oczu Alicji popłynęły pierwsze łzy. Do końca mszy cicho łkała, wymieniając tylko przesiąknięte łzami chusteczki na suche. Po zakończeniu nabożeństwa, trumna została wyniesiona na miejsce, w którym miała pozostać na następne wieki. Kapłan wraz z najbliższą rodziną podążali powolnym, ale dostojnym krokiem, w kierunku miejsca spoczynku młodej kobiety. Przechodząc obok niej Tomek uważnie ją zlustrował, rzucając na koniec pogardliwe spojrzenie. Zabolało ją to od środka. Przecież nie chciała tego. To nie była jej wina. Co prawda ona prowadziła, ale ona nie miała na to wpływu. Nikt jej teraz nie zrozumie, a przede wszystkim on. On chciał ją tylko zniszczyć. Doprowadzić do szaleństwa, zabić, cokolwiek byle się jej pozbyć.
-... I niech spoczywa w pokoju.- dokończył kapłan i mężczyźni w czarnych, eleganckich garniturach włożyli trumną do grobowca. Z oczu Alicji poleciała kolejna porcja łez. Tym razem były już nie do pochamowania. Dziewczyna stała z tyłu, tak by nie została zauważona przez rodzinę zmarłej. Dopiero kiedy ci odeszli od grobu Alicja i Magda podeszły bliżej. Szatynka położyła kwiaty obok wiązanek od pozostałych uczestników pogrzebu. Magda próbowała ją pocieszyć, jednak bezskutecznie. Żal i rozpacz były zbyt silne by ktokolwiek mógł je załagodzić. Brunetka przytuliła swoją towarzyszkę i pomodliwszy się udały się w kierunku wyjścia.
- Zadowolona jesteś z siebie?!- zapytał prześmiewczym tonem Tomek, przerywając tym samych rodzinną pogawędkę.
- Tomek, przestań.- uspokoił go ojciec i dał do zrozumienia Alicji, żeby stąd jak najszybciej poszły. Obie milczały przez całą drogę. Alicja była w zbyt wielkim szoku, żeby cokolwiek powiedzieć, a Magda chciała uporządkować wszystkie swoje myśli, które w tej chwili kłębiły się w jej głowie.
To by było na tyle. Jeśli ktoś to w ogóle czyta to mam nadzieję, że się spodoba. Sorki za błędy, jeśli takowe są. I komentujcie ;* <33
Pogodna 69 8))))))))))))))) Przypadeg? nie sądzę. :) Rozdział fajny, ale strasznie smutny :ccccc Czekam bardzo na next'a <3
OdpowiedzUsuńOjej...No wszystko pięknie, ładnie, ale... Szkoda, że tak smutno. ;c Jednak, ja mam nadzieję, że potem wszystko będzie inaczej. ^^ Przecież po każdej burzy wychodzi słonce. :3 Ślicznie się zapowiada. :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam. ;**
P.S: Jeśli masz czas i ochotę to wpadnij to mnie. :D http://szukajac-samej-siebie.blogspot.com/
"Jeszcze raz przejechał dłonią po mojej szyi, po czym się nachylił i pocałował w policzek. Momentalnie mnie puścił i rzucił w kierunku łóżka. Wylądowałam z wielkim hukiem na brzuchu. Kręgosłup zaczął mnie okropnie boleć, a do tego jeszcze potworny ucisk w klatce piersiowej. Nie mogłam się teraz poddać, nie tak łatwo. Odwróciłam się z wielkim bólem na plecy i zamarłam. Przed łóżkiem stał wyprostowany z lekko pochyloną głową Mario Gotze. Jego wzrok był przerażająco zimny. Wpatrywał się we mnie z wielkim skupieniem. Czułam jakby przedzierał się przeze mnie swoim spojrzeniem. Nagle wszystko posklejało mi się w spójną całość. To był Mario, Mario o którym opowiadał mi Igor. Przez chwilę zaczęłam pragnąć jego obecności. Szybko jednak rozdmuchałam te myśli. Jak w ogóle mogło to wszystko być rzeczywistością? Przecież Mario to piłkarz, a nie wampir, tak samo jak Lewy. A Igor po prostu był piosenkarzem. To nie może być prawda. W tej chwili pragnęłam Igora i Lewego, chciałam żeby mi pomogli, byłam przerażona. Całe moje ciało sparaliżował strach i niepokój, a Mario dalej stał przyglądając mi się. Bałam się czym kolwiek ruszyć, drgnąć.
OdpowiedzUsuń- Czego chcesz, kim jesteś i co robisz w moim pokoju? - spytałam drżącym głosem.
Momentalnie zbliżył się do mnie, a następnie chwycił za ramiona powodując, że znowu stałam na własnych zdrętwiałych nogach, następnie przywarł mną mocno do ściany.
- Po co ten pośpiech i tyle pytań kotku? - zapytał uśmiechając się szarmancko.
- Czy to nienormalne, że jestem ciekawa co robi obca osoba w moim domu? - spytałam próbując się w między czasie wyrwać."
Zapraszam ;)
http://thiswonderfulworld1.blogspot.com/
Z chęcią wpadnę. :)
Usuń